O Naszej Hodowli Maine Coon i Ogólnie o Kotach Rasowych

Wstęp

Moja hodowla powstała w 2000 roku, jako Hodowla Maine Coon była drugą na terenie Krakowa.
Jesteśmy zarejestrowani w Dream Cat's Club, należącym do Felis Polonia.
Hodowla jest domową hodowlą kotów rasowych. Koty od pierwszych dni życia uczone są współżycia z dorosłymi i dziećmi. Dużą wagę przykładam do przyzwyczajania kociąt do ludzkiego dotyku i domowych dźwięków.
Kociaki mają zapewnione najlepsze warunki rozwoju.
Każdy zainteresowany nabyciem kocięcia Maine Coon, lub tylko samą hodowlą jest mile widziany w moim domu. Może sam poobserwować maluchy i dorosłe koty w naturalnym środowisku jakim jest dla nich dom.
Uważam że każdy zakup powinien być przemyślany i nie podejmowany pochopnie np. na wystawie. Hodowca który nie chce by kupujący zobaczył w jakich warunkach żyją koty, jak są wychowywane, czy w domu jest czysto, a rodzice kotków są zadbani i zdrowi, nie jest godzien zaufania. A powinniśmy pamiętać że kupujemy kota, który będzie nam towarzyszył przez paręnaście lat...

Wszystkie nasze koty i kocięta znajdują się pod stałą opieką lecznicy weterynaryjnej prowadzonej przez dwie wspaniałe Panie doktor: Alicję Kowalik i Agnieszkę Barabaś. Lecznica znajduje się na ul. Balickiej 12b.
Serdecznie polecamy :)


Rasowy = rodowodowy

Amatorzy kotów rasowych, hodowanych w naszej hodowli powinni pamiętać, że dokumentem stanowiącym potwierdzenie rasowości danego zwierzęcia jest obecnie rodowód, a koty bez tego dokumentu nie mogą być uznane za rasowe.

Jakie warunki musi spełnić kot, żeby jego potomstwo otrzymało rodowód?
Przede wszystkim musi sam ten rodowód mieć - dokument potwierdzający, że jego przodkowie do czterech (lub pięciu, w zależności od organizacji) pokoleń wstecz byli kotami danej rasy.
Taki kot musi być zarejestrowany w jednej z organizacji felinologicznych, wydających rodowody - jest ich na świecie kilka, w Polsce również działają stowarzyszenia, zrzeszone w tych organizacjach (Felis Polonia należąca do F.I.Fe., Polski Związek Felinologiczny będący członkiem WCF oraz International Cat Federation będący członkiem FFE) - co oznacza również, że hodowca jest zobowiązany przestrzegać regulaminów hodowlanych tych organizacji. Takie regulaminy zawierają między innymi obostrzenia dotyczące liczby dopuszczalnych miotów w określonym przedziale czasu oraz ewentualnej weryfikacji wystawowej kotów hodowlanych, jak również niezbędnych szczepień, wieku, w którym kocięta mogą zostać odłączone od matki itd.

Żaden hodowca, kierujący się dobrem kotów, nie odda do nowego domu zbyt młodego kociaka, pozbawionego w dodatku ochrony w postaci szczepień.
Żaden szanujący się hodowca nie sprzedaje kotów na aukcji elektronicznej bądź na giełdzie.
Żaden uczciwy hodowca nie wypuści kota bez udokumentowanego pochodzenia, czyli bez rodowodu właśnie, zwłaszcza, że koszt rodowodu (30 zł) stanowi tak naprawdę kroplę w morzu wydatków ponoszonych na hodowlę.

Tak zwani "pseudohodowcy" kuszą potencjalnych nabywców ceną swoich kociąt, która faktycznie na pierwszy rzut oka wydaje się być znacząco niższa, niż cena kociąt z rodowodem. Jest to jednak transakcja korzystna jedynie pozornie: "pseudohodowca" nie musi przestrzegać przepisów mówiących o minimalnym wieku oddania kociaka do nowego domu, nie pokazuje swoich kotów na wystawach (w związku z tym nie wie, na ile jego koty spełniają standard rasy), często oszczędza na jakości jedzenia i opiece weterynaryjnej, co negatywnie odbija się na zdrowiu kociąt. Nowy opiekun, miast cieszyć się obcowaniem z kociakiem, musi częstokroć leczyć kota z choroby nabytej w domu rodzinnym bądź zmagać się z jego niedożywieniem. A to wszystko przy optymistycznym założeniu, że rodzice kocięcia faktycznie byli kotami danej rasy - nie ma dokumentu, jest tylko słowo "pseudohodowcy". Oko laika nie jest w stanie odróżnić małego kociaka np. maine coon od, dajmy na to, małego kociaka będącego owocem mezaliansu między kotem dachowym a perskim. Stąd też częste rozczarowania, gdy z małej, puchatej kulki wyrasta kot krótkowłosy, w niczym nie przypominający wymarzonego kota . Takich rozczarowań można uniknąć, kupując kota z zarejestrowanej hodowli, która jest w stanie udokumentować pochodzenie kociąt.

Przytaczane tu argumenty nie mają bynajmniej na celu dyskredytacji kotów nierasowych. Koty nierasowe zasługują na wszelki szacunek i ochronę, również ze strony hodowców kotów rasowych. To mnożenie kocich bytów bez żadnej kontroli i nadzoru, jedynie z myślą o własnym zysku dzięki żerowaniu na niewiedzy potencjalnych amatorów kotów rasowych jest działaniem wymierzonym przeciwko kotom nierasowym.

Prawdziwy hodowca, jak i każdy człowiek kochający koty, będzie przede wszystkim zainteresowany, by jego kocię, wychuchane i wypieszczone przez 3 pierwsze miesiące życia, trafiło do jak najlepszego domu. Stąd częste życzenia, by potencjalny nowy opiekun odwiedził hodowcę w jego domu, stąd też - sprawiające wrażenie wtrącania się - naleganie na zabezpieczenie okien i balkonu/ogrodu oraz odpowiednie karmienie. Stąd też dzielenie kotów rasowych na hodowlane/wystawowe oraz niehodowlane: nie wszystkie kocięta w miocie dobrze rokują jeśli chodzi o dalszą hodowlę, chociaż wszystkim z nich, niezależnie od liczebności miotu bądź nawet wad anatomicznych, przysługuje rodowód. Albowiem rodowód jest tylko i aż potwierdzeniem pochodzenia kocięcia: ani nie zmusza właściciela kociaka do brania udziału w wystawach, ani nie stanowi wyłącznego warunku dalszego rozmnażania kota.

Reasumując: marzysz o kocie danej rasy, ze wszystkimi cechami przynależnymi tej rasie (czyli również wiosennym linieniem, wieczną ciekawością, anektowaniem Twojego łóżka, odwagą graniczącą z brawurą, wścipstwem, gadatliwością, ) - szukaj kota z udokumentowanym pochodzeniem, czyli z rodowodem.

Marzysz o kocie jako takim? Na Twoje serce i miłość czekają kocie biedactwa w azylach, schroniskach, u wolontariuszy, odchowujących niechciane kocie niemowlęta wyrzucone na śmietnik przez lekkomyślnych ludzi.

Tak czy siak - dokonasz dobrego wyboru. Nie pozwól jednak, by bezwzględni ludzie, myślący jedynie o zysku bądź o swoich egoistycznych zachciankach, nabili sobie kieszenie kosztem Twojej niewiedzy.
Tekst zapożyczony ze strony hodowli Gaissa za zgodą jej właścicielki, wspaniałej hodowczyni kotów norweskich leśnych - Magdaleny Patrykiejew.